NASZE EMOCJE – UTRAPIENIE CZY SOJUSZNICY?

NASZE EMOCJE – UTRAPIENIE CZY SOJUSZNICY?

Strach, wstręt, radość, smutek, złość, poczucie winy… z pewnością każdemu z nas przyszło w życiu tych stanów  doświadczać. Tak naprawdę lista emocji jest długa, a często nie potrafimy nawet nazwać tego, co w danej chwili odczuwamy.  Problem w tym, że dając się ponieść jednej emocji, wytwarzamy  kaskadowo następne.

Strach może rodzić niechęć i poczucie wstydu, w parze ze złością często idzie frustracja, bezsilność, poczucie winy itd. Emocjonalne reakcje  nierzadko przysparzają nam kłopotów. Trzeba potem sprawy odkręcać, przepraszać… Jak to się dzieje, że pod wpływem emocji nasze reakcje są zwykle nieadekwatne do sytuacji? Odbieramy je wówczas jako oznakę  słabości,  chcemy się ich pozbyć, odrzucamy je, wypieramy.

Michel Odoul w świetnej książce „Powiedz mi, co cię boli – powiem ci, dlaczego”[1] (www.co-libris.pl) porównuje człowieka do powozu (ciało) toczącego się po Drodze Życia. Powóz ten ciągną konie (emocje), którymi kieruje woźnica (umysł), w powozie siedzi zaś pasażer – nasz wewnętrzny mistrz, byt duchowy, który zna kierunek podróży. Nasza wędrówka Drogą Życia (nasza egzystencja), jej komfort i osiągnięcie celu – wyjaśnia Odoul – będzie zależała od  tego, czy woźnica potrafi usłyszeć i…. usłuchać pasażera, a także od jego umiejętności  właściwego prowadzenia koni, tj. stanowczo, lecz łagodnie. Złe traktowanie koni (emocji), spinanie ich, sprawi, że staną się nerwowe lub poniosą, co grozi wypadkiem. Podobnie jest z naszymi emocjami, mogącymi prowadzić nas czasem do działań nieracjonalnych czy wręcz niebezpiecznych. Również wtedy, gdy woźnica będzie konie poganiał, narazi powóz na wypadek. Jeśli zaśnie lub straci czujność, konie same poprowadzą powóz, ale wówczas trudno będzie uniknąć dziur i wybojów (ciosy i błędy życiowe), a podróż stanie się bardzo uciążliwa dla powozu, woźnicy i pasażera.

Ta wizja podkreśla znaczenie emocji w naszym życiu i przywraca im należne miejsce. Widzimy je tu jako energię, siłę napędową, bez której nasza podróż nie mogłaby się odbyć, bez której bylibyśmy niczym martwi. W jaki zatem sposób współpracować z tą siłą, aby dzięki jej energii poruszać się w odpowiednim kierunku? Możemy spróbować pracować z emocjami zarówno na poziomie umysłu (woźnica), jak i ciała (powóz).

Oswajanie emocji – poziom umysłu

W procesie oswajania emocji pomocne jest zrozumienie mechanizmu ich powstawania. Jego zgłębienie pozwala bowiem dostrzec, że emocje nie są ani negatywne, ani pozytywne, a jedynie informują nas, że dana sytuacja jest dla naszego życia korzystna (powoduje np. radość) lub że zagraża naszej integralności (wywołuje np. strach). Wyzwala to odpowiednie reakcje organizmu, mające nas np. chronić przed zagrożeniem. Emocje, będące pochodną instynktu przetrwania, schedą po praprzodkach, są więc naszym sojusznikiem. Dzieje się tak za sprawą ciała migdałowatego, niewielkiej struktury podkorowej naszego mózgu, położonej w wewnętrznej części płata skroniowego, której zadaniem jest chronienie nas przed niebezpieczeństwem. Wraz z hipokampem, podwzgórzem i korą przedczołową jest ono częścią układu limbicznego, tzw. mózgu emocjonalnego. W odpowiedzi na docierające do nas z otoczenia bodźce ciało migdałowate powoduje, że odczuwamy strach. Struktura ta ma połączenia z wieloma innymi elementami układu limbicznego, np. dzięki jej powiązaniu z hipokampem doświadczane przez nas emocje mogą być zapamiętywane (tzw. pamięć emocjonalna). Ale dla reakcji związanych z przetrwaniem istotne jest połączenie ciała migdałowatego ze wzgórzem. Odkrycie tej synapsy było kluczowe dla amerykańskiego neurobiologa Josepha LeDoux[2], umożliwiło mu stworzenie modelu przebiegu impulsów nerwowych prowadzących do powstania emocji. Okazuje się, że impulsy nerwowe pomiędzy wzgórzem (wstępnie dekodującym bodźce) a ciałem migdałowatym (wstępnie te bodźce wartościującym) mogą przebiegać dwoma torami: tzw. drogą dolną (impuls przemieszcza się bezpośrednio od wzgórza do ciała migdałowatego) i tzw. drogą górną (impuls pokonuje dłuższy dystans – przez korę mózgową). W pierwszy przypadku zostaje pominięta kora nowa, bodziec wyzwala więc nieświadome i automatyczne procesy emocjonalne. Gdy pobudzona jest droga górna (dłuższa, korowa), powstanie emocji jest możliwe dopiero po rozpoznaniu bodźca i dokonaniu jego rozumowej oceny.

Dolna i górna droga bodźca do ciała migdałowatego w modelu Josepha LeDoux (1996)[3]

 

LeDoux zobrazował ten proces za pomocą prostego przykładu. Idziemy przez las i w pewnej chwili wydaje się nam, że zobaczyliśmy węża. Pierwsza reakcja to strach mający nas chronić przed zagrożeniem. Mobilizuje on nasze ciało do ucieczki lub walki. Impuls przebiegł drogą dolną, wywołując automatyczną reakcję fizjologiczną organizmu (wyrzut adrenaliny i noradrenaliny). Chwilę po nim, drogą górną, dociera do ciała migdałowatego impuls z kory nowej, gdzie bodziec został poddany dokładniejszej analizie: to, co wzięliśmy za węża, okazało się zwykłym kijem. Nie musimy więc brać nóg za pas ani szykować się do konfrontacji z przeciwnikiem.

Połączenie ciała migdałowatego z korą nową ma jeszcze jedną implikację.  Otóż reakcje emocjonalne mogą być wywoływane nie tylko przez bodźce zewnętrzne (jak w przypadku kija), ale również przez nasze myśli, dotyczące zarówno przeszłości, jak i przyszłości. Ileż to razy, gdy wspominaliśmy jakąś sytuację, pojawiały się emocje, które tamtej sytuacji towarzyszyły. Ile razy odczuwaliśmy lęk na myśl o egzaminie mającym odbyć się w przyszłości?

A więc, jak widać, możemy reagować emocjonalnie na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne (myśli), a reakcje te mają charakter automatyczny lub refleksyjny. Chociaż dzisiaj z zagrożeniem zewnętrznym mamy do czynienia rzadziej niż nasi przodkowie jaskiniowcy, którym zaprogramowana reakcja „uciekaj lub walcz” często ratowała życie, i tak wypracowujemy w sobie w ciągu całego życia pewne automatyczne, nawykowe sposoby reagowania na bodźce. Ważną funkcję pełni tu połączenie ciała migdałowatego z hipokampem, odpowiedzialnym za naszą pamięć emocjonalną, na której podstawie tworzą się pewne schematy postępowania i od której zależy nasze nawykowe reagowanie. Jeśli kiedyś, dawno temu, w jakiejś sytuacji zareagowaliśmy w określony sposób, który okazał się dla nas korzystny, to później w podobnej sytuacji wykorzystamy to doświadczenie i z dużym prawdopodobieństwem zareagujemy podobnie. Jest to typowy proces uczenia się pewnych zachowań, które stają się z czasem automatyczne. Służy on zwiększeniu przystosowania do otoczenia. Jesteśmy jak kierowca z długim stażem, który nie musi myśleć o wciśnięciu pedału sprzęgła przed zmianą biegu, ponieważ robi to odruchowo, bez udziału woli. Nasza zdolność uczenia się reakcji warunkowych jest w tym przypadku niewątpliwie korzystna. Niedoświadczony kierowca po godzinie jazdy w cyklu miejskim, kiedy musi pamiętać o wszystkim i mieć oczy szeroko otwarte, zazwyczaj wysiada z auta kompletnie wykończony. Cudowna natura obdarzyła nas zatem narzędziami pozwalającymi zaoszczędzić naszą cenną energię i żyć z mniejszym wysiłkiem. Tyle że ta „automatyczna” pamięć, mająca nam życie ułatwiać, może stać się uciążliwa, a nawet nami zawładnąć, jeśli jej na to pozwolimy . O ironio! Nasze własne narzędzie, wypracowany odruchy warunkowy, miałoby nami rządzić?! Istotne jest uświadomienie sobie tego niebezpieczeństwa, zrozumienie procesów, które za nie odpowiadają, i rozpoznanie ich w swoich zachowaniach. Ważne jest również, aby wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, nawet jeśli zostały sprowokowane czynnikami zewnętrznymi („to on mnie tak wkurzył!”). Dobra wiadomość jest taka, że skoro są to nasze emocje, możemy coś z nimi zrobić (dodatkowa korzyść: nie musimy się czuć odpowiedzialni za emocje cudze). Tylko jak oduczyć się automatycznego reagowania, skoro nasze reakcje są w większości nieświadome? Tu z pomocą przychodzi… nasze ciało.

Oswajanie emocji – poziom ciała

Każda emocja zaczyna się od określonej reakcji w ciele: przyśpieszony rytm serca, uczucie gorąca lub zimna, motyle w brzuchu, ściśnięte gardło, ucisk w klatce piersiowej etc. Ważne jest wówczas nie tyle szukanie od razu jakiegoś rozwiązania, aby tych nieprzyjemnych na ogół doznań uniknąć, ile samo dostrzeżenie ich i zaakceptowanie. Rozpoznanie stanów emocjonalnych w ciele może okazać się trudne, ponieważ większość z nas całkowicie lub w  znacznym stopniu odcięła się od doznań płynących z organizmu, straciła kontakt z własną fizycznością. Aby ponownie ten kontakt nawiązać, potrzebny jest trening. Pomocne okażą się  takie techniki pracy z ciałem jak joga, qi gong, tai chi, metoda Feldenkraisa i taniec, a także inne ćwiczenia fizyczne, w których każdy ruch wykonywany jest świadomie, uważnie. Wiele osób uprawiających regularnie jogę czy qi gong zauważyło u siebie nie tylko zmianę sylwetki i poprawę ogólnej sprawności fizycznej, ale również pozytywne zmiany psychiczne. Można powiedzieć, że ucząc ciało nowych postaw, rozmontowujemy nie tylko stare struktury fizyczne, ale też schematy zachowań. Jest jeszcze dodatkowy skutek uboczny takiej uważnej pracy z ciałem: obdarzenie siebie uwagą. Aby zaleczyć psychiczne rany bądź wypełnić egzystencjalną pustkę, aby poczuć, że istniejemy, staramy się zwykle zdobyć uwagę otoczenia. Teraz jesteśmy w stanie obdarzyć się tą uwagę sami. Stajemy się tym samym coraz bardziej niezależni od opinii i emocji  innych ludzi.

Również wiele technik psychoterapeutycznych wykorzystuje pracę z ciałem,  np. gestalt,  focusing czy MBSR (ang. Mindfulness-Based Stress Reduction – redukcja stresu poprzez medytację mindfulness). Metody te w dużej mierze są inspirowane buddyjskimi technikami medytacyjnymi.

Bardzo ważnym elementem medytacji jest zauważanie tzw. poruszeń umysłu, czyli pojawiających się myśli i emocji. Każde poruszenie umysłu wywołuje jakieś doznanie w ciele. Może być ono postrzegane jako przyjemne, nieprzyjemne lub neutralne. Medytujący obserwuje je jako przemijające, nie identyfikuje się z nim i nie reaguje na nie (niechęcią do doznań odbieranych jako nieprzyjemne lub pragnieniem doznań przyjemnych). To uczenie się niereagowania, czy też raczej oduczanie się automatycznego reagowania, powoduje, że między bodźcem i reakcją pojawia się na ułamek sekundy przerwa, w której możemy sobie uświadomić funkcjonowanie naszego emocjonalnego systemu, ucząc się w ten sposób samych siebie. Jesteśmy wówczas w stanie zaakceptować pojawiającą się emocję, ale nie to, do czego mogłaby ona nas popchnąć. Początkowo ta przerwa może pojawiać się sporadycznie i na bardzo krótko. Ale w miarę treningu stanie się częstsza i dłuższa. Będziemy mogli tym samym, niczym mistrzowie powożenia, umiejętnie wykorzystać energię naszych emocji do osiągnięcia korzystnego dla nas celu. Co ciekawe, wszystkie te ćwiczenia pozwalają wzmocnić również komunikację pomiędzy woźnicą i pasażerem… a to prowadzi do zintegrowania wielu aspektów naszej osobowości i osiągnięcia spokoju ducha. Konie, powóz , woźnica i pasażer współpracują wówczas harmonijnie, prowadząc nas ku spełnieniu.

Jesteśmy prawdziwym cudem natury. Dysponujemy narzędziami i ogromnym potencjałem transformacyjnym, który umożliwia nam poszerzanie świadomości i wzmacnianie uważności, dzięki czemu zyskujemy możliwości, aby panować…. przede wszystkim nad sobą.

 

 

Bibliografia

[1] Odoul M., „Powiedz mi, co cię boli – powiem ci, dlaczego”, Co-Libris 2018, www.co-libris.pl

[2] LeDoux J., „Mózg emocjonalny. Tajemnicze podstawy życia emocjonalnego”, Media Rodzina 2000

[3] Jarymowicz M.,Imbir K., Próba taksonomii ludzkich emocji, Przegląd Psychologiczny, 2010, t. 53, nr 4, 439–461

Podaj dalej
Brak komentarzy

Dodaj Komentarz

0